Jak reprezentant Polski zadebiutował w śląskiej A-klasie

Gdy tylko przyspieszył, mijał rywali jak slalomowe tyczki. Strzelił trzy gole, ale spudłował z rzutu karnego. Pod koniec meczu, tak jak innym piłkarzom, brakowało mu już tchu. 22-krotny reprezentant Polski zadebiutował w śląskiej A-klasie.

Jeszcze kilka miesięcy temu 34-letni Bartosz Karwan był zawodnikiem ekstraklasowej Arki Gdynia. Ostatnio nie grał za wiele, prześladowały go kontuzje. Na początku roku klub rozwiązał z nim kontrakt. Karwan nie szukał długo nowego pracodawcy. Związał się z VII-ligową drużyną ze swojego rodzinnego miasta. W sobotnim meczu A-klasy Osiedlowy Klub Sportowy ZET Tychy zremisował z Ludowym Klubem Sportowym Rudołtowice-Ćwiklice. Debiutujący w zespole „Zetki” Karwan był najlepszy na boisku.

OKS ZET Tychy to amatorski klub z osiedla Z, utrzymujący się dzięki miejskiej dotacji i pomocy sponsorów. Za zwycięski mecz piłkarze dostają po kawałku kiełbasy. – Czasem kupujemy ją sami, czasem zafunduje sponsor. Po meczu jest biesiada i wtedy ją konsumujemy – mówi Zbigniew Pustelnik, działacz i trener „Zetki”. – Bartka nie trzeba było długo namawiać na grę. On się wychował na naszym osiedlu. Jak przyjeżdżał do Tychów, to wpadał często na nasze treningi. Siedzieliśmy, gadaliśmy, ktoś rzucił: „Fajnie byłoby, jakbyś kiedyś u nas zagrał” – wyjaśnia Pustelnik.

Karwan nie ma zamiaru tłumaczyć się ze swojej decyzji. Już na spokojnie przyjmuje komentarze, jak to nisko upadł reprezentant Polski. Powtarza tylko, że w A-klasie gra dla przyjemności: – Chciałbym jeszcze pograć na wysokim poziomie, ale wcale nie muszę. Pojawiły się oferty z II ligi, ale jeśli miałbym się angażować na sto procent, to tylko w ekstraklasie. Na razie bawię się w piłkę, bo gra wciąż sprawia mi przyjemność.

Ligowy bilans piłkarza budzi respekt: 249 meczów i 43 gole. Superpuchar z GKS-em Katowice, dwa mistrzostwa i superpuchar z Legią Warszawa, kontrakt z Herthą Berlin. No i zwycięski gol na 3:2 wbity Norwegom, który przybliżył Polskę do finałów MŚ 2002. Karwan na mundial jednak nie pojechał, bo doznał kontuzji.

– Jeśli nie ma kontuzji i jest przygotowany do sezonu, to Bartek – mimo 34 lat – jest piłkarzem na czołówkę ekstraklasy – ocenia menedżer Jarosław Kołakowski.

„Zetka” rozgrywa mecze na boisku kompleksu sportowego Paprocany. Tu trenują reprezentanci Polski, gdy przy okazji meczów na Stadionie Śląskim mieszkają w położonym nieopodal hotelu Piramida. Debiut eksreprezentanta nie przyciągnął tłumów. Kibiców była najwyżej setka. Karwan wybiegł na boisko w żółtej koszulce z numerem 9 i reklamą pubu Corrida na plecach.

Piłkarzy z Rudołtowic widok Karwana tylko zmobilizował. „Kto wygra mecz? Ruły!!!” – dodawali sobie otuchy. Szkoleniowiec Andrzej Lubański, od 14 lat w trenerskim fachu, też zachował zimną krew: – Skoro Karwan gra teraz w A-klasie, to jest piłkarzem A-klasowym. I tyle.

Zaraz jednak trzeźwo ocenił sytuację: – Wie pan, jak się gra w A-klasie? To bieganie i walka, taktyka jest na dalszym planie. Chłopcy trenują trzy razy w tygodniu, więc pod koniec meczu zabraknie im sił. A Karwanowi nie powinno.

Po 20 minutach gry dawny as Legii stanął przed szansą strzelenia pierwszego gola w nowych barwach, ale z rzutu karnego trafił w słupek. Szybko jednak wziął się w garść i strzelił wszystkie trzy gole dla „Zetki”. Najpierw z bliska, potem efektownie z rzutu wolnego i wreszcie po składnym kontrataku. Nie wysilał się zbytnio, ale jego przewaga umiejętności nad resztą towarzystwa była kolosalna. Rozgrywał, czasem coś podpowiedział, siatkę założył, piąteczki z kolegami przybijał. Nie gwiazdorzył. Gdy porządkowy pobiegł po wybitą na aut piłkę, rzucił mu grzecznie: – Dziękuję.

Przed meczem pytałem trenera Lubańskiego, czy jego piłkarze będą chcieli „wyciąć” gwiazdę. – Jeszcze kilka lat temu powiedziałbym, że tak. Ale coraz mniej jest w A-klasie rębajłów.

Rzeczywiście, kilka fauli na Karwanie wynikało bardziej z braku umiejętności niż premedytacji.

– Rywale starali mi się pokazać, że też potrafią grać. Wszystko było w porządku. Nie zamierzam się dodatkowo ubezpieczać. Ja nigdy nie odstawiałem nogi, ale też nie przewiduję żadnych złośliwości – mówi piłkarz.

Mecz był dramatyczny, a wyrównującego gola goście zdobyli w doliczonym czasie gry z rzutu karnego. Karwan: – Nieważne, jaka to liga – swoje trzeba wybiegać i w końcówce mnie również zabrakło sił. Wychodzi przerwa w regularnych treningach. No, szkoda tego remisu…

Ojciec piłkarza prowadzi w Tychach dużą hurtownię wykładzin i dywanów.

– Od jesieni chciałbym rozpocząć studia biznesowe w Warszawie, bo coraz mocniej angażuję się w działalność rodzinnej firmy. Nie wiem, jak długo będę jeszcze grał – twierdzi Karwan.

Na razie jednak szykuje się na kolejny mecz „Zetki”. To będzie wyjazd do Goczałkowic-Zdroju.

Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice

Reklamy

~ - autor: bksspartakatowice w dniu 27/04/2010.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

 
%d blogerów lubi to: